Po mojej ostatniej wypowiedzi dla Label Magazine, w której stwierdziłam, że nadchodzi koniec mody na lamele, moja skrzynka odbiorcza zapłonęła. „Gosia, jak to koniec? Przecież wciąż widzę je wszędzie!”.
I wiecie co? To prawda. Lamele nie zniknęły z powierzchni ziemi z dnia na dzień. Mamy tu do czynienia z fascynującym dysonansem poznawczym między tym, co dzieje się w profesjonalnych pracowniach, a tym, co wciąż króluje na sklepowych półkach.
Dlaczego wciąż widzimy lamele, skoro ich czas mija?
Popularność lameli w marketach wynika z inercji rynku masowego oraz łatwości ich montażu, co czyni je idealnym produktem dla szybkich metamorfoz DIY, mimo że światowy design obrał już inny kierunek.
W segmencie remontów wykonywanych na własną rękę, te charakterystyczne pionowe listwy trzymają się niezwykle mocno. I wcale mnie to nie dziwi. Z perspektywy inwestora, który sam odnawia mieszkanie, mają one ogromne zalety techniczne. Są powszechnie dostępne – wchodzisz do marketu, kupujesz, wychodzisz. Działa tu też potężne echo społeczności; na grupach budowlanych to wciąż najczęściej polecany „lek na pustą ścianę” i bezpieczna odpowiedź na dylemat, co zrobić z wnęką za telewizorem.
Musimy jednak pamiętać o biznesowej stronie wnętrzarstwa. Wielcy producenci zainwestowali ogromne środki w linie produkcyjne dedykowane panelom lamelowym. Te produkty będą promowane jeszcze długo, ponieważ muszą się po prostu sprzedać. Jednak to, że coś jest wyeksponowane na sklepowej wystawie, nie zawsze oznacza, że jest to wciąż „the next big thing” w świadomym projektowaniu.
Zmęczenie materiału, czyli co słyszę w pracowni
W profesjonalnym projektowaniu wnętrz obserwujemy wyraźny odwrót od lameli na rzecz bardziej unikalnych, spersonalizowanych struktur, które nie dominują przestrzeni tak agresywnym rytmem. Tutaj historia wygląda zupełnie inaczej niż w alejkach marketów budowlanych. W mojej codziennej pracy, gdy omawiamy proces projektowy i wstępne koncepcje, w 90% przypadków pada jedno zdanie. Często jeszcze zanim zdążę o cokolwiek zapytać: „Pani Gosiu, tylko nie lamele”.
Inwestorzy są nimi po prostu zmęczeni. Mają poczucie, że ten materiał się opatrzył, że stał się „domyślnym” wykończeniem niemal każdego deweloperskiego mieszkania w Polsce. Dlaczego od nich odchodzimy?
- Dominacja wizualna: Lamele są ciężkie optycznie. Narzucają wnętrzu bardzo konkretny, rytmiczny „sznyt”, który trudno przełamać innymi dodatkami.
- Brak elastyczności: W projektowaniu premium szukamy materiałów, które dopasowują się do naszej wizji – koloru, faktury, frezu. Gotowy produkt z marketu rzadko daje taką swobodę.
- Problem z ponadczasowością: To nie jest materiał, który starzeje się tak szlachetnie jak naturalne drewno, kamień czy gładź wapienna.

Nowe kierunki – co zamiast lameli w 2026 roku?
Rok 2026 będzie należał do dyskretnych wykończeń i subtelnych struktur, które wypełniają przestrzeń, budując nastrój, zamiast „krzyczeć” mocnym wzorem. W filozofii Smart Living, którą promuję, kluczem są świadome wybory. Oferta mojej pracowni coraz częściej obejmuje poszukiwanie rozwiązań „szytych na miarę”, które nie znudzą się po dwóch sezonach. Żegnamy się z mocnymi pionowymi pasami na rzecz:
- Struktur tynkarskich i gładzi: Nierówne, ręcznie formowane faktury, które pięknie grają ze światłem.
- Frezowań o zmiennej geometrii: Jeśli drewno na ścianie, to w formie unikalnych paneli, a nie powtarzalnych listewek.
- Gry płaszczyzn: Czasem gładka, pusta ściana pomalowana wysokiej klasy farbą jest lepsza, niż powierzchnia wypełniona czymś „na siłę”.
Wnętrze w duchu smart to przestrzeń, która wynika z Waszych realnych potrzeb i poczucia estetyki, a nie z dostępności produktu w najbliższym sklepie. Pamiętajcie, że dom to tło dla Waszego życia, a nie ekspozycja najnowszych (lub schodzących) trendów.
Gdy zapraszam Was do mojego świata i opowiadam o tym, kim jestem zawsze podkreślam: moda przemija, styl i funkcjonalność pozostają.
Zobacz również:
- Trendy 2026: Koniec ery lameli i „total beige”?
- Wnętrza 2025: mniej o trendach, więcej o człowieku
- Dlaczego w projektowaniu wnętrza najważniejsze jest słuchanie… siebie?
A jakie jest Wasze zdanie? Czy lamele wciąż mają miejsce w Waszych sercach i domach, czy podobnie jak moi klienci, czujecie już przesyt? Chętnie przedyskutuję z Wami alternatywne rozwiązania dla Waszych wnętrz.
